Joanna Scheuring-Wielgus

Ja należę do wspólnoty Kościoła katolickiego cały czas jeszcze. Jako członkini tej wspólnoty mam prawo do tego kościoła wejść, kiedy chcę - mówiła rozmówczyni Jacka Nizinkiewicza.

W poniedziałek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił z wnioskiem o odebranie immunitetu posłance Lewicy Joannie Scheuring-Wielgus. Za "złośliwe przeszkadzanie w publicznym wykonywaniu aktu religijnego oraz obrażanie uczuć religijnych". Scheuring-Wielgus miałaby być pociągnięta do odpowiedzialności za to, że w październiku tego roku w trakcie mszy w toruńskim Kościele p.w. św. Jakuba Apostoła wraz z mężem podeszła do ołtarza. Małżonkowie odwrócili się do wiernych i zaprezentowali transparenty o treści „Kobieto! Sama umiesz decydować” oraz „Kobiety powinny mieć prawo decydowania czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką”.

- To hasło było przemyślane, skierowane do kobiet, katoliczek aby pokazać, że kobieta sama potrafi zadecydować o swoim życiu. To była taka akcja ogólnopolska zaraz po tzw. wyroku, tzw. Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Julii Przyłębskiej - mówiła o stawianych jej zarzutach posłanka.

- Weszliśmy w milczeniu, w milczeniu stanęliśmy. Trwało to może maksymalnie 60 sekund. I wyszliśmy. Msza trwała cały czas, gdyby została zakłócona zostałaby przerwana - podkreśliła.

- Instytucja Kościoła katolickiego w Polsce jest kolejną partią na scenie politycznej. Ja się po prostu z tym nie zgadzam. To Kościół wszedł do polityki a nie my, z polityką, do Kościoła - mówiła też.

- To co uważa prokurator Zbigniew Ziobro mnie najmniej interesuje. Jeśli prokurator Ziobro chciał mnie nastraszyć to chciałam zakomunikować, że pana Ziobry się nie boję - dodała.

- Zbigniew Ziobro próbuje zaznaczyć swoje miejsce po stronie tzw. Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński kilka lat temu popełnił wielki strategiczny błąd, ponieważ dopuścił zdrajcę do swojego obozu politycznego i pozwolił temu zdrajcy rosnąć w siłę, poszerzać swoje siły - mówiła posłanka.

Prowadzący