Stefan Szczepłek, dziennikarz sportowy „Rzeczpospolitej”

Każdy kto ogląda i zna się na piłce, oglądając mecze Polaków raczej nie był zadowolony, bo nie było z czego - stwierdził gość Jacka Nizinkiewicza.

Dziennikarz "Rzeczpospolitej" ocenił występ polskiej kadry na mistrzostwach świata w piłce nożnej w Katarze.

Po raz pierwszy od 36 lat wyszliśmy z grupy, można powiedzieć, że to sukces. Ale z drugiej strony jest to wynik oczekiwany, ponieważ grupa, w której była Polska, nie była na tyle silna, żeby zastanawiać się nad tym czy wyjdziemy. Realne oceny przeciwników pozwalały nam na tego rodzaju optymizm. W drugiej rundzie rozgrywek już nie było tego szczęścia. Dla osób urodzonych przed 1986 r. jest to na pewno sukces, bo jest to dla nich coś nowego. Od dawna przyzwyczailiśmy się już przecież, że pierwszy mecz jest normalny, drugi o wszystko, a trzeci o honor - stwierdził publicysta.

Zdaniem dziennikarza, "porażka z Francją pokazała, że możemy grać inny futbol niż ten z meczu z Argentyną".

Każdy kto ogląda i zna się na piłce, oglądając mecze Polaków raczej nie był zadowolony, bo nie było z czego. Nic po nas nie zostanie po tych mistrzostwach. Nie zapisaliśmy się w pamięci niczym poza grą obronną. Z drugiej strony dobrze złożyło się wizerunkowo dla polskiej drużyny, że odpadliśmy akurat z mistrzem świata - jest to rodzaj jakiegoś alibi - podkreślił Stefan Szczepłek.

Dziennikarz został następnie zapytany o to, co zawiodło w polskiej reprezentacji.

Przede wszystkim taktyka trenera, który już od pierwszego meczu zbyt defensywnie ustawiał drużynę. Przez to krępował naturalne cechy wielu piłkarzy, którzy nie lubią być skoncentrowani tylko na obronie. Mamy piłkarzy, którzy lubią strzelać bramki, a trener tego nie wykorzystał. Jak ma się w drużynie najlepszego piłkarza świata, to należy tak dobrać mu partnerów, żeby mógł czerpać z tego korzyści - uważa publicysta.

Prowadzący