W sprawie produkcji leków krytycznych w Polsce potrzebna jest decyzja polityczna – podkreśla w podcaście "Rzecz o Zdrowiu” Barbara Misiewicz-Jagielak, dyrektorka ds. relacji zewnętrznych w Polpharma SA i wiceprezeska Krajowych Producentów Leków. W rozmowie z „Rz” zwraca uwagę na konieczność skoordynowania wysiłków na rzecz bezpieczeństwa lekowego kraju.
W Polsce produkuje się o 30 proc. leków refundowanych przez państwo, a tylko w przypadku 1 proc. produkcja ta opiera się na substancjach czynnych (API) wytwarzanych w kraju. Większość produkcji API przeniosła się do Chin. W przypadku polskiej listy leków krytycznych, na której widnieje 301 preparatów, jedynie sześć bazuje na API produkowanych w kraju.
Jak tłumaczy w podcaście „Rzecz o Zdrowiu” Barbara Misiewicz-Jagielak, dyrektorka ds. relacji zewnętrznych w Polpharma SA i wiceprezeska Krajowych Producentów Leków, ponad dwadzieścia lat temu chińskie władze postawiły na produkcję leków jako na jeden z najistotniejszych sektorów gospodarki. Jego rozwojowi towarzyszyły dotacje rządu.
- Produkcja leków, to jest produkcja chemiczna, w związku z czym w Europie są duże koszty ochrony środowiska. Tam wówczas o to nie dbano, koszty pracy były dużo mniejsze, a Europa uwierzyła w globalizację – komentuje Barbara Misiewicz-Jagielak.
- Po prostu pozamykano produkcję w Europie. Pozamykano, bo w Chinach było taniej – dodaje.
Jak podkreśla, jeśli chodzi o uniezależnienie się od dostaw API zza granicy, jesteśmy w jednej z najgorszych sytuacji w Europie. Przed nami jest nawet Rumunia.
Budowa fabryk API to rola rządu
Wiceprezeska Krajowych Producentów Leków wskazuje, że zapewnienie bezpieczeństwa lekowego kraju to zadanie rządu.
- Firma farmaceutyczna, jak każde przedsiębiorstwo (…), działa w taki prosty sposób, że produkuje to, na co znajdzie zbyt. I musi to być działalność rentowna. To jest podstawa działalności biznesowej każdego przedsiębiorstwa. (…) Jeżeli zaczniemy produkować leki, które są sprowadzane zza granicy po o wiele niższych cenach i to na przykład od producentów azjatyckich albo od firm globalnych, no to my zostaniemy z tymi lekami w magazynie – tłumaczy Barbara Misiewicz-Jagielak.
Wskazuje też, że resort zdrowia nie powinien samodzielnie stanowić o sektorze produkcji leków. -Ministerstwo Zdrowia ma proste zadanie: kupić jak najwięcej zdrowia za dostępne środki. W związku z czym jego naturalnym postępowaniem jest dążyć do obniżenia cen i obniżania nam (producentom leków – red.) marży. Dlatego też produkcja zagranicą jest dużo bardziej opłacalna – mówi dyrektorka ds. relacji zewnętrznych w Polpharma.
Jak podkreśla, projekt bezpieczeństwa lekowego Polski powinna koordynować Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, a w sprawie dotowania budowy fabryk substancji czynnych i leków krytycznych w Polsce potrzebna jest decyzja polityczna. – To nie może być projekt Ministerstwa Zdrowia, bo minister zdrowia zniszczy ten przemysł, obniżając ceny. To musi być równoważenie sfery bezpieczeństwa, gospodarki i sfery wydatków na leczenie – komentuje.
- My sobie naprawdę świetnie radzimy i zaszła już taka sytuacja, że my naprawdę nie potrzebujemy wsparcia państwa. My nadal będziemy produkować leki, które produkowaliśmy, my nadal będziemy sprzedawać je zagranicę, nadal będziemy się rozwijać, ale to się odbędzie w naszym tempie i będziemy robić to, co uznamy, że, uda nam się na to znaleźć nabywcę. Ale to nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem lekowym i z produkcją leków krytycznych, bo większość tych produktów jest nierentowna z tego względu, że można je kupić zagranicą dużo taniej – podkreśla.